niedziela, 6 stycznia 2013

Psy z piekła rodem, Joanna Sędzikowska

Wydawnictwo: Nowy Świat
Tytuł: Psy z piekła rodem
Autor:
318
5/5

Zacznę trochę osobiście, dwa lata temu adoptowałam malamutkę ze schroniska na Paluchu. A potem, żeby lepiej poznać mojego nowego psa zarejestrowałam się na forum malamucim. Szybko zdobywałam wiedzę i poznawałam ludzi. Zobaczyłam też mnóstwo zdjęć psów, które nie mają domów. Ogromna ilość psów, które są piękne, puchate, wspaniałe i nikt ich nie chce. Czytam to forum do dziś i wciąż podziwiam osoby, które pomagają bezdomnym psom. Jedną z takich osób jest autorka opisywanej dziś przez mnie książki "Psy z piekła rodem". Joanna ma swojego malamuta, Raptora. W pewnym momencie życia zdecydowali się z mężem przyjąć do swojego domu inne psy. Są to kolejne suczki, które w końcu po kilku miesiącach znajdują nowy dom. W domu Asi, od niej, jej rodziny i przede wszystkim jej psa uczą się jak to jest być dobrym kochanym przez ludzi psem, jak to jest mieć pełną miskę i ciekawy spacer, jak to jest kiedy człowiek nie bije, albo jak to jest coś zjeść, co ludzie ugotowali sobie, albo wypić ich likier... Mniej więcej tak to wygląda. Książka ta jest pamiętnikiem autorki z lat życia z Raptorem, z wydarzeń trudnych i wzruszających. A szczególnie dużo emocji jest w częściach o Lunie i Ince, dwóch pierwszych suniach w tym domu. Obie od dawna mają swoje domy na stałe. Jeśli chcesz coś przeżyć, to polecam, bo przeżyć w tej książce jest mnóstwo, a czyta się to tak jakby się tam było. Polecam również tym, którzy chcą się dowiedzieć co to jest dom tymczasowy dla zwierząt. To działa nie tylko dla malamutów, takie są domy dla wszystkich ras i dla nierasowych psów, są też dla kotów. Co mogę powiedzieć więcej?  Książka jest podzielona na trzy oddzielne części, trzy epoki życia tego domu, Raptor, Inka i Luna. Część Raptora zajęła mi kilka dni. Było mi niedobrze po rozdziale z pociągiem, bo był wstrząsający. Potem opis ataku psów, mastifów. I lęk o autorkę, która wiem przecież, że żyje. To było tak opisane, że aż się słyszało ciszę i czuło zimno. Inne rozdziały, a jest ich wiele były takie zwyczajnie spokojne i miłe, ale ciekawe.
A potem zaczęłam czytać o Ince i wciąż się wzruszałam nią. Całość o Ince to taki rewelacyjny przewodnik po tym co to jest pies bez domu, dom tymczasowy, adopcja, szukanie nowych ludzi dla psa i ogólnie wszystko tam jest. A przede wszystkim mnóstwo emocji. Od radości, wesołości, przez zamyślenie do wzruszeń i smutków. Jak dla mnie ta część jest lepsza. Bo nie porusza moich lęków obecnych czy dawnych, a raczej te struny, które upewniają mnie, że warto pomagać. Albo pomagać tym, którzy pomagają.
Czytanie o Lunie jest przyjemnie, poza tym "drobnym szczegółem" jakim jest jej życie zanim trafiła do tego psiego domu. Ciąża i nieznajomość reguł, wycie przez wiele dni. Potem już ok, spryciara jest czarująca, a Raptor się wykazuje w procesie wychowawczym.
Bardzo dobrze się czyta tę książkę. Mogę ja polecać bez wyrzutów sumienia, że polecam, bo lubię autorkę, bo kocham te psy, a nie że książka dobra. :D Jest dobra! Mam nadzieję, że będzie wydana kolejna część, bo wiem, że w tym domu mieszkały kolejne psy.
A na koniec przyznam się, że byłam jedną z osób namawiających Asię do napisania książki. Czytając jej wpisy na forum nie mogłam się od nich oderwać, inni mieli podobnie, więc przepuściłyśmy zmasowany atak na nią namawiając na pisanie. Zaczęło się od blogu malamucie opowieści, który też polecam, a skończyło na tej książce. Chociaż nie, to wcale nie koniec, bo u Asi mieszkały kolejne psy, blog nadal jest pisany, nie tylko przez nią, to wszystko trwa nadal.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz